Artykuły, Psychologia związków

Piorun sycylijski – zakochanie jak choroba psychiczna?

zakochani

Niespodziewane zakochanie czyli chemiczna bomba, która „uderza do głowy”

Piorun sycylijski, nagły wybuch namiętności do drugiej osoby, niespodziewana fascynacja erotyczna o wielkiej sile. Osoby, które  słyszą o tym jakże ciekawym syndromie dzielą się na dwie grupy, jedni to ci, którzy nie mieli okazji przeżyć tego doświadczenia, a drudzy to ci, którzy dobrze wiedzą jak to jest być porażonym. Pierwsi, podchodzą do tematu przeważnie z dystansem, z niedowierzaniem, że jak to?  Racjonalny człowiek kontrolujący na co dzień tak wiele sfer, sprawczy, rozsądny, osadzony w konkretnych realiach życia może tak się dać porwać – głupota, psychologiczna ściema! Ci drudzy nisko skłaniają głowę, ponieważ doświadczyli tego stanu, nie zapraszali go, nie prowokowali, nie planowali, któregoś dnia po prostu odebrało im rozum i ogarnął ich dopaminowy szał. Uczucie, wrażenie, emocja, poczucie, wszystko tak potężne i obezwładniające, a do tego tak  tajemnicze i oszałamiające, że nie wiadomo, gdzie niebo a gdzie ziemia, kiedy dziś a kiedy jutro, kim jestem, dokąd zmierzam. Jedno tylko jest pewne, wiem kogo na pewno totalnie pragnę.

Pragnę tak bardzo, że moje myśli i fantazje ciągle są z obiektem moich westchnień. Ciało jakoś inaczej pobudzone pragnie głęboko doznawać, pragnie robić to, czego nigdy wcześniej by nie zrobiło. Fantazja podsuwa sekwencje figur, scenariusze zbliżeń. Zmysły tak realnie odbierają sygnały, które zaledwie tlą się w wyobraźni. Erotyczne obrazy wypchnięte drzwiami wślizgują się oknem. Głowa jest pełna marzeń, wyobrażeń… nie chce przestać. Pragnienie wylewa się na świat w ruchach, gestach, mimice, barwie głosu, ubiorze, nawet włosy układają się doskonale. Tańczyć, śpiewać i marzyć, a najlepiej kochać się jak nigdy dotąd. Ciało ma zupełnie nowe możliwości, gotowe na dotyk, bliskość, idealne dopasowanie, dziki szał… wszystko musi się udać. Rozsądek przedziera się czasem, ale jest taki nudny i niewygodny, ten intruz chce zepsuć najpiękniejsze chwile życia, najpiękniejszą namiętność – precz! To błąd być takim przyziemnym i szarym, miłość zdarza się raz nie wolno jej odrzucać. Całe ciało, cała głowa krzyczy, kipi pragnieniem namiętności. Zamknij oczy, ona już jest za rogiem, wyciągnij do niej rękę, takiej namiętności się nie żałuje. Dziś nic innego się nie liczy, całego świata nie ma, jesteśmy tylko my – przeznaczeni… cudownie…

Ten „piorun” to zasługa feromonów oraz całej tzw. chemii miłości, której tajemnic nauka jeszcze do końca nie poznała.  Z tego jednak co już odkryte wiemy, że neurochemiczny winowajca naszego „sycylijczyka” zwie się fenyloetyloamina (PEA). Strukturą i działaniem przypomina amfetaminę powoduje euforię, podniecenie i niepokój. Podwyższony poziom PEA w mózgu zwiększa wydzielanie noradrenaliny, zwanej substancją miłości, ta zaś uwalnia neuroprzekaźnik nie bez powodu nazwany cząsteczką szczęścia – dopaminę. Ta ostatnia odpowiada za zachodzące w mózgu chemiczne procesy kontrolujące m.in. zdolność odczuwania przyjemności. Biochemiczny miks w naszych mózgach powoduje, że przebywając z miłą sercu (a poprawniej: miłą przodomózgowiu) osobą czujemy się tak, jak stojąc na podium, albo odbierając w błysku fleszy jakąś ważną nagrodę… no i te motyle. Zakochani, co nietrudno zauważyć  są w stanie permanentnego, amfetaminowo-dopaminowego rauszu. Jak zwał, tak zwał wiesz tylko jedno, że chcesz tę osobę dotknąć, pocałować… snujesz fantazje z nią w roli głównej. Ofiarę namiętności opuszcza realizm, obdarza ona partnera absolutnym podziwem i uwielbieniem.  Ten, kto zostanie porażony takim piorunem, może zachowywać się w sposób, o jaki nigdy by się nie podejrzewał. Uczucie jest tak fascynujące, że wrogiem jest każdy kto chce mu zagrozić. Jeśli sytuacja wymaga kłamstwa jest ono doskonałe, w swoim repertuarze niedoścignione. Umysł jak w narkotycznym szale działa na najwyższych obrotach kreatywności, nie ma rzeczy niemożliwych. Namiętność ta jest bardzo wyczerpująca, mobilizuje cały organizm. Funkcjonowanie odbywa się na zdwojonych obrotach: zarówno fizycznych, jak i psychicznych. Choć symbolem miłości jest serce – owszem na swój sposób manifestuje fizjologię zakochania zwielokrotniając liczbę i moc uderzeń – to główną siedzibą tego całego zamieszania jest mózg. Każdy zakochany mózg we wczesnej fazie zauroczenia produkuje na tyle bogaty pakiet  substancji odurzających, że nawet najlepiej wyposażony diler nie wytrzymuje tej imponującej konkurencji. W tym całym nakręceniu nie bardzo potrzebny jest sen i pożywienie. Jeśli porażona osoba ma jakieś zbędne kilogramy to prawdopodobnie będą topniały proporcjonalnie do wzrostu namiętności. Sytuacja jest bardzo porywająca, ale i silnie dezorganizuje życie i funkcjonowanie człowieka.

Idealnie dopasowani na chwilę?

Możliwe są różne scenariusze w tej całej historii. Obiekt westchnień może odwzajemnić fascynację i poddać się temu szaleństwu, może też pozostać zupełnie obojętny lub nawet nieświadomy. Dwie ostatnie opcje dają szansę na szybsze samoistne wygasanie erotycznego szaleństwa. Sprawa się jednak potrafi skomplikować, kiedy do tanga dobierze się dwoje. Łagodniejsza wersja zdarzeń wygląda następująco: on i ona zatapiają się w swoim szaleństwie, ich partnerzy jeśli są nie dowiadują się o sprawie, piorun odchodzi wraz z nim przychodzi rozsądek – pozostają niesamowite wspomnienia połączone z dużą dawka pokory wobec nieprzewidywalności ludzkiej natury. Mniej przyjemna wersja zdarzeń polega na tym, że namiętność wypływa na światło dzienne i jawi się szerszej publiczności, powstają komplikacje w relacjach partnerskich. Sprawa jednak umiera śmiercią naturalną, pierwotne związki obstają, czasem nawet umacniają się w kryzysie. Najboleśniejsza wersja to rozpad związków dotychczasowych, rozpoczęcie wspólnego życia przez kochanków, zakończone wielkim rozczarowaniem i w końcu rozpad związku romansowego. Wtedy zostaje się po prostu z niczym, a do tego mamy sporą grupę skrzywdzonych. No i w końcu możliwe nieco przyjemniejsze zakończenie: kochankowie porzucają dotychczasowe związki, zamieszkują razem, relacja z namiętnego romansu transformuje się w dojrzalszą relację partnerską – żyją długo i szczęśliwie. Powstaje jednak pytanie, czy ich wcześniejsi partnerzy i ewentualne dzieci są równie szczęśliwe z takiego rozwiązania? Nigdy nie wiadomo jak sytuacja się rozwinie, jakie przyjdzie ponieść ofiary za ten miłosny szał.

Jedno jest pewne i jak mówi przysłowie wszystko co dobre szybko się kończy, tak i owa namiętność także w końcu ulega topnieniu. Załamanie wzrostu namiętności  stanowi więc nieuchronną konsekwencję jej początkowego wzrostu. Poziom miłosnego alkaloidu PEA wraca do normy, następuje koniec szaleństwa, do pracy zaproszone zostają ponownie wiele skromniejsze ale miłe endorfiny. Jak pisze ekspert od miłości profesor Bogdan Wojciszke: „Namiętność nie może wzrastać w nieskończoność,  tak jak lawina nie może spadać bez końca”.  „Piorun sycylijski”, choć kojarzony z Włochami, jest znany na całym świecie. Dotyka ludzi w każdej szerokości geograficznej. Potwierdzają to od wieków dzieła literackie oraz badania naukowe prowadzone nad tym zjawiskiem. Doznania zwanego „piorunem sycylijskim” można doświadczyć wielokrotnie, oczywiście, za każdym razem z kimś zupełnie innym. Można też nie doświadczyć go nigdy. „Piorun” może razić dosłownie każdego – bez względu na wiek, stan cywilny, płeć czy temperament, niemal tyle samo poważnych związków zaczyna się do jego uderzenia, co i kończy…

Znane są  przypadki uzależnienia się od  opisywanej powyżej fazy miłości. Dopamina to bardzo smakowity kąsek, a jak coś nam smakuje to chętnie po to sięgamy. Życie amatorów „piorunów” bywa jednak dość burzliwe i skomplikowane. Chemia mózgu naprzemiennie jest na wyżynach i na nizinach. Nadwyżki dopaminowe są oczywiście przyjemne, ale potem przychodzi ten drugi biegun – głód i cierpienie. Takie ćpanie namiętności, to jak korzystanie z każdego innego uzależniacza – wciąga i powoduje straty.  I jeszcze ważna rada dla partnerów tych, co padli ofiarą „sycylijskiego pogromcy”: bądźcie cierpliwi, pełni nadziei bowiem wasze drugie połowice do końca nie wiedzą co czynią, mądrze walczcie dając dowody miłości… Taka strategia pełna miłości jest najskuteczniejszym pogromcą, pomaga uspokoić dopaminę oraz jej niesforne koleżanki serotoninę i noradrenalinę robiąc miejsce grzecznej oksytocynie i ułożonej wazopresynie. One pomogą odzyskać spokój, czułość, przywiązanie i realistyczne spojrzenie na świat.

Pozostaje tylko trzymać kciuki za porażonych, żeby pomimo wszystko nie stracili do końca rozsądku i nie popełnili dramatycznych błędów. Jak mówi Zbigniew Lew – Starowicz: „Amoku seksualnego nie można traktować jako stanu, wobec którego jest się bezradnym i należy biernie mu się poddać”.

Autor: Agnieszka Brańczyk

Literatura:

  1. Wojciszke., (2013), Psychologia miłości. Gdańsk, Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne
  2. Lew-Starowicz., (1999), Słownik Encyklopedyczny –  Miłość i seks. Wrocław, Wydawnictwo Europa
  3. Lew-Starowicz., (1988), Seks nietypowy. Warszawa, Instytut Wydawniczy Związków Zawodowych
  4. Lew-Starowicz., (1988), Seks dojrzały. Warszawa, Państwowy Zakład Wydawnictw Lekarskich
  5. Plazak., (1974), Małżeńskie katastrofy. Warszawa, Państwowy Zakład Wydawnictw Lekarskich

 

You Might Also Like

No Comments

Leave a Reply